Kuba-C
Imię: Kuba
Dołączył: 28 Maj 2008 Posty: 91 Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-04-27, 20:15 Religia
Myślę, że warto porozmawiać o prowadzeniu religii w szkołach. Czy religia jest/była u Was odowiednio prowadzona, czy ksiądz pracuje/pracował według jakiegoś programu, czy jego nauczanie porusza/ło jakoś uczestników itp. itd. Myślę, że każdy wie o co chodzi. Ja na razie nie będę pisał, bo łatwo zidentyfikować moją osobę. Może coś później.
Ech. Po pierwsze uważam, że religia powinna być prowadzona przez księdza, po drugie, że powinna być przy kościele, a nie w szkole.
Dlaczego przez księdza?
Bo katechetki mnie nie przekonują, wydaje mi się, że czasami one po prostu nie do końca znają materiał i nie wiedzą co odpowiedzieć na pytania.
Dlaczego przy kościele?
Bo szkoła to nie jest miejsce na edukację religijną, po co to? Szkoła to szkoła, instytucja świecka, która ma zadanie nauczyć nas tego co jest nam koniecznie potrzebne, a jeśli byłoby za mało godzin to już naprawdę dałoby się wsadzić tam coś dobrego.
Trochę to śmieszne, bo historii są dwie godziny i religii też, a czasami religii jest więcej niż historii, fizyki, chemii czy biologii.
_________________ We were strangers on a crazy adventure.
Imię: Paweł
Dołączył: 25 Lut 2009 Posty: 115 Skąd: Podlaskie
Wysłany: 2009-05-04, 19:43
Podstawówka: niewiele pamiętam z religii, ale nic specjalnego, nigdy jednak nie zapomnę jakie bzdury opowiadała pani Konstancja (sic ), otóż powiedziała, że żeby wystąpić z Kościoła trzeba podeptać krzyż i takie tam. Ale to jeden taki jaskrawy przypadek, ogólnie lekcje religii w podstawówce były takie sobie
Gimnazjum: Religia z organistą, panem Darkiem, dzielnym żołnierzem Chrystusa, na religii rozmawiającym o głośnikach zamiast o Bogu. Kiedyś trzasnął mnie po grzbiecie kiedy zaśpiewałem po cichu "Panie dobry jak chleb" na Death Metalową modłę:D, Po za tym uważał Władcę Pierścieni i Harrego Pottera za zagrożenie dla młodych ludzi, twierdząc, ze prowadzą prościutko do Szatana
Liceum: Dwóch księży, dość nijakich, choć na pewno lepiej znających się na teologii. Ksiądz Tomek uczył dość krótko, bo po jakimś czasie przeniósł się do Rzymu, ale był trochę ciamajdowaty (nie mam nic złego na myśli ;D ). Ten drugi, ksiądz Radek bodajże, nawet mnie lubił, mimo że wiedział że na religię chodziłem przez całe liceum tylko z przyzwyczajenia albo z nudów. Poczciwy był ten ksiądz Radek.
Na studiach dzięki B... całe szczęście, nie ma czegoś takiego jak religia, ale patrząc na stopień klerykalizacji i katolicyzacji naszego kraju, to pewnie tego nasi miłościwie nam panujący też spróbują.
Mnie w podstawówce uczyła katechetka. Straszne czasy. Terror. Ponieważ wszyscy ją olewali (krążyła nawet legenda, że ma szklane oko ) ciągle się na nas wyżywała. Kazała czytać podręcznik i robić notatki... nie byłoby w tym nic złego, gdyby ktokolwiek coś rozumiał... Mam wrażenie, że co najmniej kilka osób zniechęciła do Kościoła.
W gimnazjum miałam dwóch księży. Jeden był uwielbiany przez całą parafię. Aktywny, wygadany, dowcipny... Na lekcji luzy, chyba, że jakiś ważny temat.
Potem przybył ksiądz Wojciech. To był dla nasz szok. Na lekcji totalna cisza, nie można się odezwać. Tematy po kolei omawiane, notatki dyktowane albo samodzielnie... Nawet skargi do niego były. Ale potem okazało się, że to całkiem miły gość. Tylko nie można go wkurzać.
U nas w klasie przynajmniej jest w sprawach wiary... ciężko. Jak tak myślę to z 24 osób tylko jakieś 3, 4 nie piły dotąd alkoholu (mamy po 16 lat). Większość nie chodzi do kościoła, a jak już chodzi to z przymusu albo z zasady. Także wywody księdza Wojtka odbijają się jak groch od ściany...
_________________ Wszyscy chcą zmieniać świat - nikt nie chce zmienić siebie...
Mmm... u mnie w klasie jest kilka osób, które czynnie chodzą i nie olewają,
a jednak alkohol to dla nich nic nowego. No cóż, może tylko tak gadają, ale nawet to jest głupie, ale to inny temat!
Sorki za offa!
_________________ We were strangers on a crazy adventure.
Imię: Paweł
Dołączył: 25 Lut 2009 Posty: 115 Skąd: Podlaskie
Wysłany: 2009-12-06, 12:47
kilka dni temu Trybunał Konstytucyjny uznał, że wszystko jest w porządku we wliczaniu religii w średnią ocen... Dobrze, że jest jeszcze trybunał w Strasbourgu, gdzie ten idiotyzm musi przepaść, po prostu nie ma innej możliwości
I uważam, że jest w porządku bo jak ktoś nie jest wierzący to powinien chodzić na etykę, a nie na religię tylko po to, by przeszkadzać prowadzącemu lekcje i prostacko wyśmiewać się z czego popadnie. A jeżeli ktoś wierzy i traktuje to całkiem poważnie, czemu niby nie miałoby być z tego ocen?
_________________ Wszyscy chcą zmieniać świat - nikt nie chce zmienić siebie...
Gdyby byli chętni na taki przedmiot to podejrzewam, że i nauczyciele by sie znaleźli. Przecież ateistów jest wielu (coraz więcej...), podobnie jak wyznawców innych religii w naszym kraju - dlaczego po prostu nie zgłoszą, że chcą uczyć się etyki? U mnie każdy na początku roku podpisuje deklaracje na co chce chodzić. Nie wiem czemu czworo niewierzących wybrało jednak religię...
_________________ Wszyscy chcą zmieniać świat - nikt nie chce zmienić siebie...
U mnie w szkole jest etyka, nawet dwie godziny jeśli ktoś nie mógłby np. przyjść na 14:20, ale nie trzeba chodzić na religię ani na etykę, a możesz chodzić na oba przedmioty.
_________________ We were strangers on a crazy adventure.
;) tylko znajdź mi szkołę gdzie jest etyka? U mnie w Podlaskiem jest ponoć PIĘCIU nauczycieli etyki. Trochę mało jak na całe województwo, nieprawdaż?
To nie nasza sprawa szukać takiej szkoły. To szkoła ma obowiązek zapewnić Ci lekcje etyki gdy rezygnujesz z religii. A gdy Ci dyrektor mówi, że nie ma takiej opcji, to jesteś po prostu naiwny, wierząc w jego wykręt. Wliczanie oceny z religii - jest dla mnie jak najbardziej uzasadnione - nie ocenia się wiary, ale wiedzę religijną. Na lekcje religii nie musisz chodzić, więc co za problem? Ja nie lubię matmy - czy to wystarczający powód, żeby nie liczyć mi jej do średniej? Ba! Gorzej! Nawet nie mam opcji zrezygnowania z niej.
hm ten kto chodzi na religię to i tak przeciesz dzieli sobie oceny przez liczbę o jeden przedmiot więcej niż ten, który np na nią nie chodzi. Czy ta ocena tak bardzo podwyższa średnią?. Raczej nie.
Widzę, że Wy to jakiś "horror" mieliście na lekcjach religii U mnie w Stargardzie nie tak źle, ba nawet super
Podstawówka: zmieniałem szkołę kilka razy, także nauczycieli sporo.
Pierwsza szkoła: bardzo miła pani (kat. p. Barbara Gwizdała), chodziłem do niej na koło teatralne o tematyce religijnej.
Druga szkoła (dalej podstaw.): tutaj uczył mnie pan katecheta (kat. p. Stanisław Łapyr) u niego na lekcjach był luz, rozmowy, filmy i śmiechy, ale na sprawdzianie, oj łatwo nie było
Gimnazjum: tutaj z nauczycielami to dziwna sytuacja. Obecnie chodzę do 2 klasy, a miałem jak na razie 4 różnych nauczycieli.
Pierwsza - katechetka, żona naszego organisty z parafii (kat. p. Ewa Markowiak) odeszła pod koniec pierwszego semestru, a szkoda. Bardzo miła, troszkę już starsza, ale wymagająca. Szła jednak uczniowi na rękę i pozwalała poprawiać jedną ocenę nawet 3 razy. Zawsze uśmiechnięta. Druga katechetka (kat. p. Beata Balcerek) uczyła nas z miesiąc do końca tego pierwszego semestru. Z nią mógłbym rozmawiać godzinami. Bardzo ją lubiłem i lubię bo mam z nią kontakt do dzisiaj. Wyjechał do Warszawy ;/ Szkoda... W drugim semestrze była jakaś pani którą już mniej darzyłem sympatią, jej nazwiska nie wymienię, bo nie chcę. Strasznie dużo wymagała. Miałem oceny 6,6,6,6,5 i 5 a i tak szóstki mi nie chciała postawić, bo powiedziała, że u niej to tylko Ojciec Święty mógłby mieć szóstkę. ;/ W końcu jakoś ją wywalczyłem I teraz mam katechetę ze Szczecina (kat. p. Krzysiek Kamiński). Super pan! Luźne lekcje, gra często na gitarce i śpiewa, dużo nie wymaga i przed sprawdzianem na powtórzeniu daje zawsze odpowiedzi do sprawdzaniu, więc wystarczy wykuć je na pamięć ;p Ale się rozpisałem ;p
hm ten kto chodzi na religię to i tak przeciesz dzieli sobie oceny przez liczbę o jeden przedmiot więcej niż ten, który np na nią nie chodzi. Czy ta ocena tak bardzo podwyższa średnią?. Raczej nie.
No zdecydowanie nie - jakieś setne, w najlepszym razie dziesiąte części stopni wchodzą w grę.
Jakkolwiek z własnych obserwacji dodam, że stosunek uczniów do przedmiotu jest w dużej mierze odwzorowaniem stosunku prowadzącego. Jeżeli ten da sobie wejść na głowę, to wiele nie zdziała. Sam byłem tego niedawno świadkiem - zmiana księdza na 'wyluzowanego' spowodowała to, że młodzież praktycznie straciła kontakt z przedmiotem tak, jakby religii w szkole w ogóle nie było...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum